Świat nie wystarczy!

Nieznośna niestałość wszystkiego, co nas otacza. Panoszące się przemijanie. Ulotność chwili. A pośród tego wszystkiego człowiek, który próbuje się oprzeć nicestwieniu. Dlaczego?

Dużo abstrakcyjnych pojęć, prawda? Opisują rzeczywistość każdego z nas. Jaką?

Już wyjaśniam.

Filozofowie, poeci i my

Przemijania doświadczamy wszyscy. Czas płynie, nie potrafimy zatrzymać zmian. Nie da się cofnąć raz wypowiedzianych słów, nie można wrócić do dzieciństwa. Zadane rany już zawsze będą o sobie przypominać poprzez blizny. Wspomnienia będą rozpychać szuflady pamięci. Zmarszczki i bóle w niespodziewanych częściach ciała coraz natrętniej będą szeptać swoje „memento mori”.

Ulotność chwili. Momenty wzruszeń są krótkie i niemożliwe do odtworzenia. Poczucie wzniosłości, gdy nagle jakaś melodia porusza serce i odsłania nowe światy. Poczucie harmonii świata trwające czasem parę sekund. Wdzięczność za to, że jest się tu i teraz. I jeszcze: prosta radość z przebywania z bliskimi, poczucie bycia obdarowanym, brak oczekiwań. Czy ktoś kiedyś zdołał zatrzymać takie momenty?

„Te krótkie chwile
Które zdarzają się tak rzadko –
To ma być życie?”

– pyta Adam Zagajewski w wierszu „Krótkie chwile”. Trudno nam się zgodzić na tę kruchość bycia, na ten brak stałości. Heidegger pisał o nicestwieniu – nicość nicestwi, a to znaczy, że w jakiś sposób wdziera się w byt. Jak żyć, kiedy się wie, że nicość czyha za oknem?

Problem brzmi może abstrakcyjnie, więc zapytajmy inaczej: czy niezawinione cierpienie nie wywołuje w nas oburzenia? czy śmierć nie jest zawsze doświadczeniem, którego nie da się oswoić, nad którym nie można przejść niewzruszenie? Ktoś bliski umiera – śmiał się jeszcze wczoraj, dzielił się swoimi myślami, napełniał swoją obecnością dom, ulice, cały świat. Od dziś już nikt nie zajrzy mu prosto w oczy, nie usłyszy jego głosu, nie dotknie ramienia. Jak żyć, kiedy się wie, że nicość czyha za oknem?

Pewien mądry człowiek z Biblii

Kohelet – osoba, która nie uległa pokusie myślenia, że spełnienie jest możlwie w tym życiu. Już pierwszy rozdział Księgi Koheleta nie pozostawia złudzeń: wszystko marność!

„Mówienie zawsze jest wysiłkiem
i niczego człowiek nie zdoła powiedzieć do końca.
Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho nie napełni się słuchaniem”.

To życie nie wystarczy! Choćbyś nie spał i nie jadł, próbując osiągnąć spełnienie – nie osiągniesz. Choćbyś włożył cały swój trud w to, żeby wypełnić nawet najwznioślejszą misję – nie wypełnisz jej do końca. Zawsze pozostanie jakieś słowo do wypowiedzenia, jakaś dziura do zapełnienia, jakaś rana do uleczenia.

Nieznośna lekkość bytu

Ciężko jest żyć ze świadomością bezdennej przepaści za progiem. Nie potrafimy żyć w jej obecności, wzorem Herbertowskiego Pana Cogito przykrywamy ją „kawałkiem starej materii”, próbując na chwilę zapomnieć, że życie jest tak kruche. Na różne sposoby bronimy się przed poczuciem, że wszystko, co teraz jest tak bliskie, kiedyś zniknie. Że i nas kiedyś nie będzie…

Często uciekamy w rozrywkę. Blaise Pascal twierdził, że potrzebujemy jej, żeby zapomnieć o swojej nędzy. Spokój na dłuższą metę jest nieznośny, bo zaczynamy dostrzegać tę przepaść za progiem. Myśl o przemijaniu jest czasem ciężarem nie do uniesienia. Wyszukujemy więc sobie coraz więcej aktywności, byle tylko nie myśleć, nie zadawać sobie pytań o sens i cel życia. Świetnie opisał tę sytuację Milan Kundera w książce „Nieznośna lekkość bytu”. Bohater powieści zmienia partnerki i doznania jak Don Juan, ale on sam się nie zmienia, nie dojrzewa. Oczywiście, można żyć na powierzchni, zadowalać się tylko płytkimi relacjami, szukać ciągle nowych uniesień. A jednak ta sytuacja staje się nie do zniesienia, ta „lekkość” jest nieznośna.

Sytuacja wydaje się patowa. Spokój nie daje poczucia spełnienia, a próba ucieczki od prawdy o życiu w końu zaczyna uwierać. Co począć z przemijaniem?

Pragnienie

Świat nie wystarczy. Co nam pozostaje? Możemy wybrać drogę rozpaczy i nihilizmu. Nic nie ma sensu, skoro wszystko się skończy. W takiej sytuacji można podążać różnymi drogami – osobiście podziwiam tych, którzy mimo swojego przekonania o bezsensowności istnienia żyją tak, by dać innym trochę dobra i piękna. To heroiczne.

Jest jednak inna droga. Być może pustka i nicość nie są ostatnim słowem historii człowieka. Może są śladem? Pustka woła o coś, co ją zapełni. Małe dziury potrzebują ograniczonej liczby kamieni, wielkie przepaści potrzebują głazów. Nicość potrzebuje tego, co absolutne. I tak doświadczenie przemijania wyzwala w nas pragnienie nieskończoności. Tylko to, co nieskończone, może uporać się z absolutną pustką. Tylko ten, kto sam jest Życiem, może pokonać mroki śmierci.

I tak oto akceptacja faktu, że w tym świecie nie odnajdziemy sensu, prowadzi nas ku Temu, który sam jest Życiem. „Tylko pragnienie jest światłem” – brzmią słowa popularnej pieśni. Pustka rodzi pragnienie pełni, śmierć – pragnienie życia, skończoność – pragnienie wieczności.

Pragnienie nie jest dowodem w sensie naukowym. Pozornie nic się nie zmienia. Świat nie przestaje być niesprawiedliwy, przepaść za drzwiami nie znika, śmierć nadal pustoszy, a nasze próby uczynienia świata lepszym nadal są tylko kroplą w morzu potrzeb. A jednak człowiek przeniknięty pragnieniem ma pewność, że jego wołanie nie pozostanie bez odpowiedzi.

A te ulotne chwile, kiedy po prostu cieszymy się, że istniejemy i że istnieje wszystko, co nas otacza, kiedy uświadamiamy sobie, jak wielkim darem jest miłość naszych bliskich czy zwykła serdeczność obcych ludzi – być może wszystko to jest prześwitem wieczności, obietnicą nieba.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.